Pokazywanie postów oznaczonych etykietą straż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą straż. Pokaż wszystkie posty

23 lip 2010

Uwolnić sarnę (od miasta)

Nie wiemy jak ten koziołek trafił na miejskie podwórko. Wiele jednak saren trafia do takich miejsc niestety zagonionych przez psy. Na pierwszych sekundach filmu widać wyraźnie, jak groźna dla takiego zwierzęcia jest zamknięta przestrzeń...

8 sty 2010

Pies uratował sarnę.


Przeciwnicy tej strony krytykują, że jest tendencyjna. Więc dla równowagi ta relacja. Koniec grudnia 2009r. przyniósł informację o sarnie, która wskoczyła do zbiornika na chemikalia w dawnej fabryce farb w Gdyni. Niestety próby uwolnienia zwierzaka się nie powiodły. Sarna przewędrowała kilkaset metrów w głąb kanałów. Zagrożenie dla ludzi było zbyt wielkie. Nie było informacji o przebiegu kanałów i przechowywanych materiałach.

21 paź 2009

Mastino



Strażnicy wjeżdżają do lasu, na widok patrolu właściciel zapina psu smycz. Strażnik wysiada z samochodu, by pouczyć właściciela psa. Pies rzuca się na strażnika, właścicielowi psa z trudem udaje się opanować, prosi strażnika o wejście do samochodu. Pies rzuca się na strażnika, ten wyciąga broń, przeładowuje, właścicielowi w ostatniej chwili udaje się odciągnąć psa. Ze względu na młody wiek właściciel otrzymuje stosunkowo niski mandat w wysokości 500 zł.

14 wrz 2009

Szalona odwaga.


Nie wiadomo dlaczego zwierzę znalazło się w takich tarapatach, ale można przypuszczać, że przegonili je na tereny mocno zurbanizowane grzybiarze lub psy. Być może i jedno i drugie. Faktem jest, że stanęliśmy przed problemem uwolnienia jelenia, który biegał uwiązany na 10 metrowym drucie. Podjąłem decyzje o odstrzeleniu zwierzaka, gdyż ryzyko związane z uwolnieniem było zbyt duże. Obecni przy tym leśniczy do spraw łowieckich Robert i leśniczy z S. Krzychu postanowili go jednak uwolnić. Dodać trzeba, że obaj są myśliwymi.






Z początku szło dość spokojnie, ale po chwili jeleń zerwał się z części krępujących do drutów i ruszył w kierunku leśników. Robert zdołał uciec, ale Krzychu przewrócił się u został przygnieciony przez jelenia, na szczęście byk nie ugodził go porożem.
Każdy zdrowo myślący by sobie odpuścił. No, ale to pasjonaci mimo wszystko działali dalej i uwolnili zwierzaka.


opis i fot. Zbigniew Klawikowski









1 wrz 2009

Rekordzista.

Ten blog w zamyśle ma przedstawiać skutki bezmyślnego łamania norm prawnych. Być może niektóre osoby zmienią swoje zachowanie i to będzie nasz sukces. No, ale dla tych co nie chcą się złamać dzisiejsza opowieść. Marzec 2006 roku leśniczy Krzysztof przychodzi na Posterunek Straży Leśnej. Wygląda jak po świeżym wypadku z tirem. Na pytanie co się stało niezbyt chce rozmawiać, ale po chwili sprawa się wyjaśnia. Patrolując las spotkał mężczyznę z dwoma owczarkami niemieckimi biegającymi luzem po lesie. W odpowiedzi na zwróconą właścicielowi psów uwagę odnośnie zachowania w lesie usłyszał stos obelg, których przytaczać nie będę, bo to zbyt drastyczne. Dodatkowo krewki mężczyzna poszczuł go psami.
  Na szczęście leśniczy był w samochodzie, bo nie wiadomo jak by się to zakończyło ( dla właściwego wydźwięku opowieści dodam, że Krzychu sam załadował do skrzynki 120 kg dzika (odyńca), gdy ten wcześniej przewrócił 4 strażników!!!- ale to osobna historia). Krzychu nie mógł się pogodzić z przebiegiem interwencji, całą noc myślał jak mógł ją inaczej przeprowadzić. Najbardziej wkurzyła go postawa właściciela psów. Nie pozostało nic innego jak doradzić leśniczemu, by poczekał i następnym razem zawiadomił Straż Leśną.

Minęło kilka tygodni, dzwoni telefon. Jest facet z psami. Nie wypada tu pisać jak jechaliśmy, ale byliśmy na miejscu szybciej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Jest pies.

Teraz pozostaje tylko jechać za nim. Mija pół godziny i nic ciągle jeździmy po lesie. Nagle jest drugi pies. Na nasz widok ucieka. Zachowanie psa uświadamia nam, że właściciel może być niedaleko. Wybiegamy z samochodu i biegniemy za psem. Przebiegamy kilkaset metrów no i płuca od mrozu już prawie wyplute. Jest właściciel. Na nasz widok spuszcza ze smyczy drugiego psa. No trochę się przeliczył. Wyciągamy i przeładowujemy broń. Następuje wydanie komend. Wybór prosty nasze życie i zdrowie. Właściciel zrozumiał, że żarty się skończyły. Udało mu się zapiąć psa. Interwencja. Trochę adrenaliny, sprawca zrozumiał, że tym razem mu nie przejdzie.
Interwencja zakończona sprawca przyjął mandat karny w wysokości 1000zł za wykroczenie z art.166 kodeksu wykroczeń w zbiegu z art.127 ustawy o ochronie przyrody.

To nie koniec historii. Lato 2006, mnóstwo ludzi na plaży. Naraz jest nasz sprawca wykroczenia. Podchodzi do Wiecha ( strażnika leśnego) i mówi ( ośmielony obecnością innych osób) : Ty p….e !!!. Oj świerzbi ręka.


Ma pieska na smyczy, choć chwilę wcześniej go zapiął. Wystawialiśmy mandaty (9 sprawcom) za wjazd samochodami do lasu w miejscu niedozwolonym. Nie było jak zareagować. Pouczamy i... poczekamy.

Jesień 2006r. Mamy informację, że kręci się po lesie z psem bez smyczy. Patrolujemy las i uśmiecha się do nas szczęście –jest. Wysiadamy z samochodu. Wreszcie właściwa reakcja, sprawca mocno pobladły z trzęsącymi się rękami podaje dokumenty. No tym razem wdrożymy cię do przestrzegania porządku prawnego … Właściciel psa przeprasza za swoje zachowanie, aż się go żal zrobiło ... dostaje 500 zł mandatu. Myślę, że nie spotkamy się więcej w tej sytuacji.

Jesień 2009 (prawie) od tamtego czasu nie spotkaliśmy tego Pana a mięliśmy w zanadrzu 5000zł (i nawiązkę na rzecz ochrony przyrody) w Sądzie Grodzkim.
Szkoda już zdążyłem go polubić.
Zbigniew Klawikowski